Piękna, zabytkowa, urzekająca, tajemnicza… Była potęgą dzięki karawelom wyruszającym na odkrycie nowych lądów i dzięki zamorskiemu handlowi. Dziś ślady przeszłości stanowią o niepowtarzalnym charakterze miasta, którego magię uwiecznił Wim Wenders w kultowym filmie „Lizbon story”.

O erze wielkich odkryć przypomina monumentalny Pomnik Odkrywców postawiony w 500-lecie śmierci Henryka Żeglarza. Na taras tejże budowli można wjechać windą, by podziwiać tam panoramę miasta i ogromną mozaikową mapę świata. W tej samej dzielnicy znajdują się dwie wyjątkowe budowle: XVI-w. wieża Torre de Belem (strzegła wejścia do portu w Lizbonie) oraz klasztor Hieronimitów, wzniesiony po powrocie Vasco da Gamy z Indii (w klasztorze znajduje się jego grób). Obie na liście UNESCO.

XVI-wieczna Lizbona błyszczała złotem brazylijskim i afrykańskim, pachniała zamorskimi przyprawami, niemal przez trzy stulecia była perłą Starego Kontynentu. Wszystko (prawie) runęło w gruzach w 1755 r. podczas trzęsienia ziemi i pożaru. Cudem ocalała Alfama – dzielnica, która pamięta jeszcze czasy Maurów. Dziś jest ikoną Lizbony, jej skarbem. Tu znajduje się katedra, kilka zabytkowych kościołów i zamek św. Jerzego, skąd roztacza się piękna panorama. Zachwycają kręte uliczki, wijące się raz w górę, raz w dół, za chwilę zmieniających się w schodki, ślepe zaułki, rozłożyste tarasy albo place, na których tak jak przed wiekami odbywają się zabawy ludowe i święta religijne. Niepowtarzalną atmosferę tworzą bielone wapnem domki i imponujące, choć zniszczone kamienice, a między nimi malownicze patia, w których mieszkańcy prowadzą pogawędki, rozwieszają pranie na długich sznurach, podlewają miniaturowe ogródki i grillują sardynki. Żelaznym punktem wizyty w Lizbonie jest przejażdżka staroświeckim tramwajem nr 28 i wizyta w którejś z knajpek, gdzie przy kieliszku regionalnego wina można posłuchać tęsknego fado.